Czy branży grozi fala upadłości przy nowej ofensywie przetargowej?
Rok 2026 może przejść do historii polskiego budownictwa jako moment przełomowy. Z jednej strony otwierają się miliardowe postępowania przetargowe na drogi, kolej, energetykę i inwestycje kubaturowe – z drugiej pojawiają się coraz głośniejsze obawy o kondycję finansową firm, które muszą sprostać skali zleceń w warunkach narastającej presji kosztowej. To pytanie nie jest już hipotetyczne: dla wielu przedsiębiorstw może to być kwestia przeżycia lub upadłości.
Presja cenowa w przetargach — wyścig na dno?
Nowa ofensywa przetargowa paradoksalnie nie oznacza automatycznego sukcesu dla wykonawców. Publiczni zamawiający wciąż zwracają uwagę na najniższą cenę, a wiodące firmy rywalizują, często schodząc poniżej realistycznych kosztów wykonania robót. Taki model może prowadzić do bardzo niskich marż lub ich braku nawet przy wielomiliardowych kontraktach.
Firmy, żeby „wygrać kontrakt”, decydują się oferować ceny, które trudno utrzymać w obliczu rosnących kosztów materiałów, robocizny i energii. Gdy kontrakt zostaje podpisany po zaniżonej cenie, realne ryzyko zaczyna kiełkować dopiero w trakcie realizacji. Trzeba pamiętać, że niska cena nie oznacza, że wykonawca ma odpowiednie zabezpieczenia finansowe, sprzęt i siły robocze, by zadanie zrealizować bez strat.
Koszty materiałów i pracy — presja trwa
Mimo że w ostatnich latach ceny niektórych materiałów budowlanych stabilizują się, nadal pozostają na wysokim poziomie. Stal, beton, prefabrykaty, elementy infrastruktury technicznej – te kluczowe składniki inwestycji mają swoją cenę, a producentom niełatwo jest je obniżać bez ponoszenia strat.
Dodatkowy problem to niedobór wykwalifikowanych pracowników. Coraz więcej firm wskazuje, że pozyskanie kadry zdolnej do pracy przy wymagających projektach infrastrukturalnych staje się trudne, co z kolei wymusza podwyżki stawek płacowych lub zatrudnianie droższych podwykonawców. Rosnące koszty pracy bez proporcjonalnego wzrostu cen kontraktów to klasyczny katalizator problemów płynnościowych i zadłużenia.
Harmonogramy kontraktów — czy realne?
Największe kontrakty infrastrukturalne zakładają długie, często wieloletnie harmonogramy. Realizacja inwestycji drogowych, kolejowych czy energetycznych nie jest procesem liniowym – opóźnienia w dostawach materiałów, zmiany technologiczne, warunki pogodowe czy problemy formalne z decyzjami administracyjnymi potrafią wydłużyć proces budowy o miesiące.
Firmy, które podpisały kontrakty z bardzo napiętymi terminami, często działają „na styk”. Gdy pojawiają się opóźnienia, rosną kary umowne, koszty finansowania i presja na zasoby, a to może przerodzić się w poważne problemy z płynnością.
Koncentracja rynku i ryzyko średnich firm
Największe firmy budowlane – posiadające kapitał, doświadczenie i portfolio referencyjne – są w stanie absorbowac większe ryzyka. Jednak średnie i mniejsze przedsiębiorstwa również biorą udział w przetargach jako partnerzy lub podwykonawcy. To właśnie w tej grupie występuje największe ryzyko problemów finansowych.
Brak dostępu do dużych linii kredytowych, ograniczone rezerwy finansowe i konieczność zabezpieczania wykonawstwa własnymi zasobami sprawia, że mniejsi gracze są bardziej podatni na wstrząsy związane z:
- nieterminowymi płatnościami od generalnych wykonawców,
- nagłymi wzrostami kosztów materiałów,
- koniecznością przyspieszania realizacji prac.
To właśnie mniejsze firmy mogą stać się najbardziej narażone na upadłości lub restrukturyzacje.
Finansowanie inwestycji – banki weryfikują ryzyko
Instytucje finansowe również przyglądają się sektorowi budowlanemu z rosnącą ostrożnością. Pomimo że banki nadal finansują inwestycje infrastrukturalne, rośnie liczba wymagań dotyczących kapitałów własnych, zabezpieczeń i analiz ryzyka. Dla wykonawców oznacza to trudniejsze uzyskiwanie gwarancji bankowych lub wyższe koszty finansowania projektów.
Deweloperzy i generalni wykonawcy, chcąc zabezpieczyć linie gwarancyjne na kontrakty, muszą wykazać się stabilną historią finansową oraz wiarygodnością. Coraz częściej banki wymagają również szczegółowych analiz scenariuszy ryzyk, co przekłada się na wydłużenie procesu finansowania projektów.
Sygnały ostrzegawcze – które firmy są najbardziej narażone?
Analitycy branżowi zwracają uwagę, że pierwsze oznaki problemów mogą pojawić się w firmach, które:
- zdobyły kontrakty poniżej kosztów wykonania, licząc na dodatkowe zmiany zakresu lub aneksy,
- nie zabezpieczyły odpowiednio ryzyk walutowych lub cenowych (np. zakupów materiałów),
- dysponują ograniczonym kapitałem obrotowym,
- uzależnione są od jednego segmentu rynku (np. tylko drogi lub tylko kubatura),
- nie wdrożyły narzędzi cyfrowych do zarządzania kosztami i ryzykiem.
Dla takich podmiotów nowa fala inwestycji może stać się pułapką wzrostu – kiedy spektakularne kontrakty, zamiast umacniać pozycję, generują lawinę zobowiązań.
Czy fala upadłości jest nieunikniona?
Nie – ale ryzyko jej wystąpienia jest realne i zależy od wielu czynników. Scenariusz najbardziej pesymistyczny zakłada, że:
- Presja cenowa pozostanie wysoka,
- Część firm będzie realizować kontrakty poniżej rzeczywistych kosztów,
- Pojawią się opóźnienia i kary umowne,
- Mniejsze firmy nie wytrzymają presji płynnościowej.
To może doprowadzić do fali restrukturyzacji, połączeń lub bankructw, szczególnie w segmencie średnich i lokalnych przedsiębiorstw. Scenariusz bardziej umiarkowany zakłada, że:
- Zamawiający zwiększą rolę kryteriów jakościowych i ESG, premiując wykonawców z silnym zapleczem technicznym i finansowym,
- Firmy będą bardziej selektywne w przetargach,
- Rozwinie się współpraca kapitałowa i konsorcjalna,
- Sektor przyspieszy adopcję narzędzi cyfrowych (BIM, ERP, forecast cost management).
W takim modelu branża uniknie dużej fali upadłości, a trudne projekty zostaną rozdzielone w sposób bardziej zrównoważony.
Co może złagodzić ryzyko?
1. Lepsze kryteria jakościowe w zamówieniach publicznych – mniej decyzji jedynie na podstawie najniższej ceny.
2. Wsparcie finansowe dla firm poprzez programy poręczeń i gwarancji – zwłaszcza dla średnich wykonawców.
3. Intensyfikacja narzędzi cyfrowych i raportowania ryzyka – automatyzacja i większa przejrzystość kosztów i harmonogramów.
4. Konsolidacja poprzez partnerstwa, a nie przejęcia w trudnych warunkach – tworzenie aliansów projektowych.
Podsumowanie
Nowa ofensywa przetargowa w Polsce daje ogromne możliwości, ale jednocześnie stanowi poważny test dla kondycji branży. Ryzyko upadłości lub restrukturyzacji istnieje tym bardziej, że wiele firm wchodzi w duże kontrakty przy niskich marżach i wysokich kosztach realizacji. Wysoka cena zdobycia zlecenia może okazać się kosztownym błędem, jeśli warunki wykonania nie zostaną odpowiednio zabezpieczone.
Jeśli sektor będzie się rozwijał w sposób bardziej zrównoważony – z uwzględnieniem kryteriów jakościowych, stabilnego finansowania i lepszej oceny ryzyka – fala bankructw nie jest nieunikniona. W przeciwnym razie najbliższe dwa lata mogą być kluczowym momentem restrukturyzacji rynku budowlanego w Polsce.
To też może Cię zainteresować:
- Biuro Nieruchomości – zaufaj profesjonalistom
- Inteligentne żurawie – jak sztuczna inteligencja zmienia oblicze placu budowy?
Share this content:




Opublikuj komentarz